EN

Subiektywny spis aktorów teatralnych

Jacek Sieradzki z e-teatr.pl umieścił dwóch naszych aktorów: Marcina Kalisza i Daniela Malchara w "Subiektywnym spisie aktorów teatralnych. Edycji dwudziestej ósmej".

Jesteśmy szczęśliwi, że nasi aktorzy są doceniani!

Marcin Kalisz

[na fali]
Marcin Kalisz w spektaklu "Hamlet" w reżyserii Bartosza Szydłowskiego.

Jak ktoś ma grać Hamleta, no to trzeba go odnotować w spisie, to jasne. Ale jeśli gra w takim Hamlecie, w którym duchem jego ojca jest kilkunastoletni chłopiec, Ofelią dobra kumpela, której nie da się wysłać do żadnego klasztoru, Poloniusz starym księdzem, Laertes młodym księdzem, Klaudiusz wyznaje winy w telewizji i nawet nie da się powiedzieć, że reszta jest milczeniem, bo spektakl się kończy na długo przed szekspirowskim finałem? Nie chcę tu analizować galopady skojarzeń Bartosza Szydłowskiego (Teatr im. Słowackiego, Kraków), czasem niesamowitych, a czasem strasznie płytkich; mówię tylko, że są inscenizacje, gdzie spod lawiny pomysłów aktor się nie podniesie, bo nie ma po prostu szans skupienia na sobie uwagi widza. Spotykam go w różnych miejscach, w krakowskiej Łaźni Nowej, nowohuckim Ludowym, poznańskim Nowym, doceniam rzetelność w wykonywaniu zadań (tego Hamleta, żeby było jasne, też) i za każdym razem mam wrażenie, że byłoby go stać na dużo więcej. Może jednak pewnego progu nie da się przeskoczyć w wiecznej komiwojażerce?

Daniel Malchar

[nadzieje]
Daniel Malchar w spektaklu "Smok" w reżyserii Jakuba Roszkowskiego.

Pomyka w postaci jeżdżącego stożka po całej scenie, wpada na wąziutki podest wpuszczony w widownię, centymetry od głów widzów, gada głosem kosmity (o wyłączaniu komórek) i jeszcze gra na klarnecie. Kim jest w świecie przerobionej na ekologicznie opowieści Jakuba Roszkowskiego o królu Kraku, Smoku Wawelskim i Wandzie zwanej Wonder Woman? A nie wiem, cholera. Nazywają go Chowańcem, a wizualnie pewnie urwał się z jakiejś współczesnej sagi, baśni, epopei, której nie znam, a którą młoda widownia Smoka w krakowskim Teatrze im. Słowackiego rozpoznaje pewnie przez sen. Jest wcieleniem pomysłowości, brawury i tak zwanej dobrej energii przerzucanej tonami przez rampę, a to już naprawdę dużo. W takich sympatycznych, łagodnie komediowych etiudach widziałem go u Cezarego Tomaszewskiego (wieczór operetkowych szlagierów Turnus mija a ja niczyja), a przedtem w niedocenionym Kwiecie paproci Marii Wojtyszko i Jakuba Krofty, gdzie z rudą grzywą owocnie pracował na sympatię młodych widzów dla umierającego Wyspiańskiego.