EN
Kadr z filmu "33 sceny z życia" w reż. Małgorzaty Szumowskiej

33 sceny z życia
Z cyklu "Przywrócone arcydzieła"

Najbliższe terminy

Termin → 26 kwietnia 2021, godz. 18:00
Miejsce → kino MOS
Gość → Iza Kuna
Bilet normalny → 20 zł
Bilet ulgowy → student/ senior - 13 zł

Czas trwania filmu: 1 godz. 40 min.
Reżyseria: Małgorzata Szumowska
Data premiery: 2008
Scenariusz: Małgorzata Szumowska
Obsada:
Julia Jentsch
Maciej Stuhr
Iza Kuna
Małgorzata Hajewska Krzysztofik
Peter Gantzler

Produkcja: Pandora Film
SHOT Szumowski
STI Studio Filmowe

Opis filmu:

Trzydziestoparoletnia Julia jest fotograficzką, odnoszącą znaczące sukcesy artystyczne. Żyje w zamożnej, inteligenckiej rodzinie. Jej mąż Piotr jest cenionym kompozytorem, właśnie przygotowującym prawykonanie swego kolejnego utworu w Kolonii. Matka, Basia, to uznana autorka powieści kryminalnych, Ojciec, Jurek, jest filmowcem – dokumentalistą. Nagle ich szczęśliwe życie między Krakowem a wiejską działką kończy się. Najpierw zdycha kochany przez wszystkich pies, a wkrótce potem Basia skarży się na ból brzucha – lekarze diagnozują raka. Kobieta trafia do szpitala, operacja i chemioterapia nie powstrzymują nowotworu. Choroba Basi załamuje Jurka. Piotr nie potrafi oderwać się od pracy. Gdyby nie pomoc Adriana, przyjaciela z którym dzieli swoją pracownię, Julia zostałaby sama wobec wyzwań, jakie przynosi jej życie. Nadchodzi pora weryfikacji swego widzenia świata, a może nawet moment, kiedy wszystko trzeba będzie zacząć od początku…
www.filmpolski.pl


33 SCENY Z ŻYCIA – RECENZJA
Po nagrodzie w Locarno, po festiwalowych premierach – w Gdyni i w Warszawie, próbowano film Małgorzaty Szumowskiej opisywać na różne sposoby. Analizować saute lub z przyprawami (interpretacyjnymi). Wszystkie  krytyczne dociekania z reguły kończyły się jednak tym samym, mizernym jak warkoczyk lękliwej dziewicy stwierdzeniem, że Szumowska nakręciła film o sobie, poprzez siebie, tyle że dla innych. A im częściej reżyserka, pytana o ów autobiograficzny aneks chyba we wszystkich wywiadach (wyrazy współczucia), tłumaczyła się, że jej własna biografia przeniesiona na ekran wprost, byłaby trudna do zniesienia przez widza, tym gęściej roiło się od dywagacji i biograficznych domniemań. Czy Hajewska to na pewno Terakowska, co naprawdę powiedział Maciej Szumowski Hudziakiem, albo czy z Kaśki Nowak rzeczywiście była taka Kuna (Iza)?

Autobiografizm jest z mniejszym lub większym powodzeniem wykorzystywany przez co drugiego artystę. Nic dziwnego: żyjemy (tworzymy) poprzez siebie. Budujemy życiową – a czasami także zawodową - tożsamość stale pamiętając o własnych i cudzych doświadczeniach, potknięciach, marzeniach, o piekle domu rodzinnego albo sielance jakichś pięciu minut szczęścia, które musiały wystarczyć na pozostałe kwadranse życia. Małgorzata Szumowska nie była  zatem ani wyjątkowa, ani szczególnie oryginalna, ważne jednak, że czerpiąc z siebie, z prywatnych wspomnień, reżyserka uchroniła się przed bezwiednym kiczem pamięci, który z reguły wszystko upiększa, bławaci i bałamuci. Okrutne wspomnienia zamienia w liryczną kupę.

W tym znaczeniu Szumowskiej znacznie bliżej do Junga, niż Freuda. W „33 scenach z życia” reżyserce udało się bowiem z powodzeniem sięgnąć w głąb prywatnych przeżyć, ale także do trzewi (jaźni) cudzego – czyli naszego - życia, które jak gdyby przy okazji mogło być także prywatnym „bytem” reżyserki. To bolesna podświadomość, gdyż Małgorzata Szumowska wnikliwie pokazała, że od śmierci nie ma ucieczki. Zawsze, na każdym etapie naszej drogi, ktoś odchodzi. Bliski lub daleki: gwiazda naszych wzruszeń (babcia lub mama), gwiazda seksu, gwiazda ekranu. Reżyserkę nie interesował jednak wyłącznie emocjonalny status opuszczonego, Szumowską zafascynowało coś innego. Fakt, że po odejściu bliskich, ciągle przecież żyjemy, nie wariujemy. Czy zatem możemy się ze śmierci nabijać, czy jednak – w zgodzie z konwenansem, z wpojoną nam kulturą – koniecznie musimy płakać. Te pytania brzmią dotkliwie, bo zostały w filmie zadane wprost. Bez uników w postaci barokowych naddatków scenograficznych, upoetyzowanych zdjęć, bez mimowolnego nawet patosu. Śmierć w „33 scenach” jest tylko finałową sceną czyjegoś życia. Ale równolegle sceną, która odmienia życie dzieci, kochanków, współmałżonków, albo psa. Jak temu sprostać?

„Coś, jakby możliwość choroby” – pisał, o odchodzeniu, Rainer Maria Rilke. Coś jakby możliwość choroby przydarzyło się bohaterom filmu Małgorzaty Szumowskiej. To była „choroba” ciała i duszy. Obie przebiegały równolegle. Najpierw umiera pies, potem choruje mama – rak; choruje córka – serce, kolejny miłosny zawał. Wreszcie zaczyna chorować ojciec – z tęsknoty, potem umiera. Idealny świat rodzinnej sielanki z pierwszej sceny, w 33-ej okazuje się tylko lichym domkiem z kart. Wystarczy jedno dmuchnięcie, chorobliwy wyziew,  żeby wszystko się zawaliło. Ale przecież nikt nie dostrzegł niezwykłości tych wydarzeń. Planety (ludzkie) po staremu, jak w szlagierze Maanamu, ciągle  szaleją, szaleją, szaleją – i śmieją się, śmieją, śmieją… z nas. Tylko życiowy rachunek nie zostanie już wyrównany. Po odejściu bliskich nie dostaniemy reszty: za smutek po rozstaniu, za wspominanie uśmiechów i żali, za bolesne sny, albo za to jedno ciastko, które mama chciała koniecznie zjeść przed śmiercią. Czy smakowało?

Łukasz Maciejewski (Dziennik. Gazeta Prawna)

 
IZA KUNA
Aktorka filmowa i teatralna. Pamiętamy ją z ról w filmie „Lejdis”, „Idealny facet dla mojej dziewczyny”. Ma na swoim koncie role m.in. w filmach „33 sceny z życia” Małgorzaty Szumowskiej, ”Na koniec świata” „Pope John Paul II”, „Ciało”, „Teraz ja”, „Złoty środek”. Brała udział w wielu etiudach filmowych Mistrzowskiej Szkoły Filmowej Andrzeja Wajdy, m.in. w filmie irlandzkiej reżyserki Nory McGettigan pt. „Jak to jest być moją matką”, nagrodzonym na festiwalu w Wiesbaden i San Sebastian. Autorka i laureatka konkursu Hartley Merrill za scenariusz „Czwarta Godzina”. Ostatnio mogliśmy ją oglądać w filmach: „Wołyń”, reż. W. Smażowski, „Polandia” reż. C. Olencki,  „Maria Curie” w reż. Marie Noëlle, a niebawem zobaczymy ją w „Listach do M3”, T. Koneckiego

 

Czytaj wszystko