EN
Zdjęcie przedstawia plakat. Po lewej stronie napis białymi literami Przywrócone arcydzieła. W centralnej części na środku rozwinięta taśma zdjęciowa. Plakat jest minimalistyczny. Tło jest granatowe.

Znachor, reż. Jerzy Hoffman
w cyklu "Przywrócone arcydzieła"

Termin → 22 czerwca 2022
Gdzie → Kino MOS
Godzina → 19:00
Gość → Anna Dymna

Znachor (1981)
Reżyseria:    Jerzy Hoffman
Scenariusz:    Jacek Fuksiewicz, Jerzy Hoffman
Zdjęcia:    Jerzy Gościk
Scenografia:    Teresa Smus, Jerzy Szeski
Kostiumy:    Marta Kobierska
Muzyka:    Piotr Marczewski
Montaż:    Zenon Piórecki

Obsada aktorska
Jerzy Bińczycki:    profesor Rafał Wilczur vel Antoni Kosiba
Anna Dymna:  Maria Jolanta Wilczur
Tomasz Stockinger:    hrabia Leszek Czyński
Bernard Ładysz:    młynarz Prokop
Artur Barciś:    Wasylko, syn Prokopa
Andrzej Kopiczyński:    lekarz Pawlicki
Bożena Dykiel:    Sonia, synowa Prokopa

Czytaj wszystko

O filmie

Bohater filmu, profesor Wilczur, od którego odeszła żona z ukochaną córeczką, szuka zapomnienia w alkoholu. Ciężko raniony w głowę podczas bójki w podmiejskim szynku traci pamięć. Mija piętnaście lat. Policja zatrzymuje błąkającego się gdzieś na prowincji mężczyznę bez dokumentów, który nie zna swojego nazwiska. Aby uniknąć aresztowania, włóczęga kradnie z biurka urzędnika akt urodzenia niejakiego Antoniego Kosiby. Od tej chwili pod takim nazwiskiem wędruje po kraju. Znajduje schronienie u młynarza Prokopa, pomaga jego kalekiemu synowi. Po udanej operacji źle zrośniętych kości Wasylko zaczyna chodzić, a sława znachora Kosiby roznosi się po okolicy. Miejscowy lekarz, doktor Pawlicki, zazdrosny o jego sukcesy, grozi Kosibie sądem za wykonywanie praktyki lekarskiej bez zezwolenia. Znachor bywa czasami w pobliskim miasteczku i zawsze zagląda do sklepu, gdzie pracuje oddana tu na wychowanie sierota Marysia. Rysy dziewczyny wydają mu się dziwnie znajome, ale nie może sobie przypomnieć, kogo przypomina mu ta młoda, piękna kobieta. Do Marysi zaleca się hrabia Leszek Czyński, na co patrzy z zawiścią syn karczmarza, Zenek. Odrzucony adorator przygotowuje zasadzkę, w rezultacie oboje zakochani ulegają wypadkowi. Konieczna jest natychmiastowa operacja. Doktor Pawlicki nie chce ryzykować. Znachor rozumie, że nie ma wyboru.

*** 

Anna Dymna:

Na większość aktorskich nazwisk reagujemy jeżeli nawet nie z obojętnością, to z pewną powściągliwością.  Są jednak takie nazwiska, które wywołują stałą, określoną reakcję widzów. Na hasło Anna Dymna – wszyscy od razu się uśmiechamy. I jest to uśmiech do wybitnej artystki, ale i do człowieka. Może nawet przede wszystkim do człowieka. W swoim długim już życiu krytyka, nie spotkałem nikogo, kto mówiłby o Dymnej źle, krytycznie, nonszalancko. Anny Dymnej nie da się nie lubić.

Zapracowała na to całym, pięknym życiem. I w tym przypadku uroda wewnętrzna łączy się z zewnętrzną. Na koszulce „Kulturalnej Polski” nieskazitelnie piękna twarz aktorki. Te oczy, te usta, ta twarz. Wszyscy ją znamy, kochamy, pamiętamy – z „Nie ma mocnych”, ze „Znachora”, z „Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny...”, z „Doliny Issy”, „Starej baśni”, z „Excentryków”. Uroda Dymnej jest jednak niezmienna i w niczym nie przeszkodziła jej zmiana warunków fizycznych czy upływ czasu. To piękno które nie potrzebuje diety cud, któremu do twarzy ze zmarszczkami i nie  chce żadnych liftingów. Piękno człowieka spełnionego i spełniającego się na różnych, nie tylko aktorskich polach.

Uśmiechamy się do Dymnej, ale Anna Dymna również się uśmiecha: do nas, do świata, do siebie. Ma cechę szczególną, na pewno przydatną w pracy z najciężej chorymi, z jej podopiecznymi, niepełnosprawnymi przyjaciółmi, dla których od lat robi tyle dobrego: Dymna to sam urok, poczucie humoru, dystans. Śmieje się z siebie, wspaniale, często autoironicznie opowiada o  zawodowych przygodach, snuje anegdoty z planu. Ma też niespożytą energię. Nie wiem, kompletnie nie wiem jak jej się to udaje, ale grając intensywnie w Narodowym Starym Teatrze, potrafi dzielić swój czas na fundację „Mimo Wszystko”, realizację programu telewizyjnego „Spotkajmy się”, prowadzi „Salon Poezji” w Krakowie, i zakłada kolejne salony w całej Polsce, gra w filmach, jeździ na spotkania autorskie, nagrywa, pomaga, załatwia. I jeszcze odpisuje na każdy esemes, odbiera każdy telefon. Nie ma takich ludzi, takich artystów - Anna Dymna jest jedyna.

W aktorstwie Dymnej fascynuje mnie jeszcze jedna, często pomijana przez biografów cecha – radość eksperymentowania, pęd ku ryzyku. Uwidacznia się to zwłaszcza w teatrze. Dymna w przeciwieństwie do wielu artystów jej pokolenia, znakomicie odnalazła się w nowym języku teatralnym. Pewnie dlatego pokochali ją młodzi twórcy. Aktorka Grzegorzewskiego, Jarockiego, Swinarskiego, z powodzeniem gra dzisiaj w spektaklach Libera, Klaty, Strzępki, a w kinie pracuje z debiutantami, chętnie występuje w studenckich etiudach, nie obawia się grubej kreski, grania przeciwko własnemu emploi.

Gdybym jednak spośród licznych przymiotów charakteru Dymnej, koniecznie musiał wskazać jedną tylko cechę, która identyfikowałaby bohaterkę „Kulturalnej Polski”, napisałbym o ...dobru. Tak, o dobru. Wiem, dobro nie jest dzisiaj w modzie. Ceni się bardziej ironię, dystans, spryt, a pisanie o dobru może wydawać się śmieszne. Nic na to nie poradzę. Dla mnie Anna Dymna jest po prostu dobrym człowiekiem. A ponieważ jest dobra, daje  dobro innym. I uśmiecha się najpiękniej na świecie. Dobroć uśmiechu.

Łukasz Maciejewski