EN

ZA ŚCIANĄ (1971) reż. Krzysztof Zanussi
w cyklu "Przywrócone arcydzieła"

Termin → 29 stycznia 2022, godz. 19.00

 
Gość: Maja Komorowska

Reżyseria: Krzysztof Zanussi
Scenariusz: Krzysztof Zanussi, Edward Żebrowski
Zdjęcia: Jan Hesse

Obsada:
Maja Komorowska, Zbigniew Zapasiewicz, Eugenia Herman, Piotr Garlicki

Nagrody: MFF w San Remo 1971 – najlepsza aktorka (Maja Komorowska)

Czas trwania: 56 min.

Przywrócone arcydzieła to wybrane przez znanego krytyka filmowego - Łukasza Maciejewskiego wybitne tytuły polskiego kina. Każdej projekcji towarzyszy wstęp oraz spotkanie z twórcami.

Dwoje młodych ludzi mieszka samotnie obok siebie, niemal przez ścianę. Dzieli ich jednak mur różnic nie do pokonania. On jest naukowcem na drodze do kariery. Twardy, bezwzględny realista, idzie od sukcesu do sukcesu. Ona jest mu bliska jedynie z powodu zainteresowania wykonywanym zawodem. Poza tym jest jego przeciwieństwem. Nie osiągnęła niczego, nie powiodło się jej w pracy naukowej, w życiu osobistym. Jest samotna, bezradna, wrażliwa i nieśmiała. Zdobywa się na zaproszenie go do siebie. Mężczyzna jest gładki, oschły, uprzejmy. Rwie się wątek rozmowy. Ich chwilowe porozumienie jest pozorne, nie mają sobie nic do powiedzenia. Chwile, które razem spędzili, niczego nie zmienią. Pozostaną dla siebie parą obcych ludzi.

Czytaj wszystko

(…)  W Za ścianą Krzysztofa Zanussiego, najwybitniejszym, moim zdaniem, polskim filmie telewizyjnym, Komorowska zagrała kwintesencję takiej postawy. Jej Anna bardzo stara się być taka jak wszyscy, próbuje żyć zwyczajnie. Ma swoje marzenia, tęsknoty, ambicje. Dlaczego więc, choć tak bardzo się stara, nie radzi sobie z codziennością?

Jerzy Andrzejewski w dzienniku literackim Z dnia na dzień pisał: „Samotność to jednak nie to samo, co osamotnienie. Samotnym bywa się, osamotnionym się jest”.

Bohaterki Komorowskiej w najciekawszych filmach Krzysztofa Zanussiego przechodzą często od samotności do osamotnienia. Oryginały, kolorowe ptaki z głową pełną marzeń i ambicji, energiczne dziewczyny – próbują uciec od prozaiczności życia.  Ich buntem może być samotny wyjazd w góry, rezygnacja z dobrej posady albo śmierć samobójcza. Ale nawet gdy na swojej drodze spotykają ocalenie, pozostają wyalienowane i opuszczone.

Mimo że w późniejszych latach Maja Komorowska grała u Zanussiego także role krańcowo inne – jak wspomniana Marta w Bilansie kwartalnym, Zofia w Stanie posiadania, Emilia w Roku spokojnego słońca – cień smutku Anny z filmu Za ścianą wciąż był obecny. Od egzystencjalnego pęknięcia trudno jest uciec. I nawet mądra Muza z Wyzwolenia Wyspiańskiego, które wspaniale przeniósł do Teatru Telewizji Maciej Prus, w interpretacji Komorowskiej rozumiała więcej, niżby chciała. Widziała przyszłość jeszcze wojowniczego Konrada (Piotr Adamczyk) z chlebakiem pożyczonym od Cybulskiego, ale rozumiała, że on także spóźni się na swój pociąg. I nie zdąży ocalić siebie. I Polski.

Łukasz Maciejewski („Aktorki. Portrety”, rozdział poświęcony Mai Komorowskiej)

(…) Aktorstwo Mai Komorowskiej jest splotem przeciwieństw, w którym wszystko ma znaczenie. Jej charakterystyczny tembr głosu, tiki, rozwibrowanie, zawodowa dyscyplina i społecznikowska postawa. Aktorstwo Komorowskiej nie pasuje do żadnych szkół teoretycznych, obala wszelkie teatrologiczne pewniki. Jest amorficznym cierpieniem które kończy się orgiastycznym tańcem. Zmysłowym, radosnym flamenco – jak w „Sztuce hiszpańskiej” Lupy. To taniec życia, w którym wymieszały się rodzajowe polki i hołubce, eksperymentalne figury z teatru Grotowskiego, desperackie somnambuliczne trwanie z filmów  Zanussiego, euforia Racheli z „Wesela” Wajdy, wieczna młodość Marii z „Wymazywania” Lupy...

Taneczny popis Komorowskiej to suma talentu Isadory Duncan, Margot Fonteyn i Wacława Niżyńskiego: największych z nieobliczalnych. Komorowska jest również nieobliczalna. Przekracza ramy, zaskakuje. Ruguje każdą solenność, poprawność, wyuczoną kaligrafię. Ta nobliwa pani za jednym zamachem rozpuszcza burzę blond włosów w „Wymazywaniu”, żeby rozwiać wszystkie liche marzenia drobnomieszczańskiego bezwstydu. Następuje wtedy akt „wymazywania” ścieżek prywatnych i zamazywania utartych, profesjonalnych szlaków.

Status aktora w tworzeniu kultury jest niemożliwy do przewidzenia. Nie chodzi tylko o role – teatralne, telewizyjne lub filmowe; nie chodzi nawet o własny styl, uczciwość i klasę osobistą. Ważne jest natomiast, żeby ów talent, styl i klasa, trafiły w zbiorowe marzenie publiczności, która odtąd będzie chciała się w takim, charakterologicznym i zawodowym konglomeracie, odnaleźć. Tak jak wcześniej próbowała odnaleźć się w ciemnych okularach Cybulskiego, frenezji młodego Olbrychskiego, albo w jeansowym uniformie Jandy z „Człowieka z marmuru”. Maja Komorowska w trakcie długiej i pięknej kariery podarowała nam niejeden uniform. Uszyty z jeansu, ale także z depresji i z nadziei. Z wielu aktorskich tkanin.

Pierwszy fason Komorowskiej komponował się z niedopasowaniem Anny w „Za ścianą” Zanussiego; potem pruły się kanty, strzępiły fastrygi, a zdekompletowana ciotka Idalia w najlepsze cwałowała do uśmiechu („Cwał” Zanussiego). Trzeba było dobrze zmagazynować tamten uśmiech i rozprężenie, bo jeans w końcu przegrywał z krepą. Z utratą bliskich: męża, syna. Jak w „Katyniu” Wajdy. To najtrudniejsze wyzwanie.

Łukasz Maciejewski (fragment eseju poświęconego Mai Komorowskiej z „Tygodnika Powszechnego”)